Mój pierwszy sterylizowany kot i pies.

Z okazji rozpoczęcia miesiąca sterylizacji piszę o moich pierwszych wysterylizowanych zwierzakach. Pamiętam ile kosztowało mnie to pracy i nerwów. Było warto, to wiem na pewno.

Od wielu lat marzec jest ogólnopolskim miesiącem sterylizacji. Dużo łatwiej niż kiedyś znaleźć dobrą lecznicę i sfinansować zabieg.

Niestety, wielu ludzi wciąż sterylizację zwierzęcia uważa za fanaberię obrońców zwierząt.

To źle, bo przecież sterylizacja psów i kotów to nie tylko najbardziej efektywny sposób ograniczania bezdomności zwierząt. To także skuteczny sposób zapobiegania problemom zdrowotnym. Tak robią rozsądni, odpowiedzialni opiekunowie. Myślę, że warto po pokazywać.

To nie kot był pierwszym wysterylizowanym przeze mnie zwierzakiem. Kiedy w roku 1998 przygarnęłam szczeniaka - Azę, od razu wiedziałam, że chciałabym, by była wysterylizowana. Zdecydowałam się na zabieg przed pierwszą cieczką.

To był pierwszy pies na osiedlu, który został wysterylizowany.

W zasadzie każda osoba z którą o tym rozmawiałam, mówiła albo: "teraz na pewno będzie gruba", albo: "Nie przeszkadza ci, że teraz będzie gruba?" To nie były złośliwości. To był brak wiedzy, bo wszystkim nam - osiedlowym psiarzom - jej brakowało.

Brakowało doświadczenia. Nie było "internetów".

Częściej zdarzało się, że ktoś wysterylizował kota. Ale sukę? Sukę nie. Suki się pilnuje i tyle. Dlatego diety swojego psa pilnowałam bardzo, bardzo starannie. Wiedziałam, że jeśli Aza przytyje, to niezależnie od przyczyn, wszyscy będą wiedzieli, że to "przez sterylizację". Chciałam, żeby moja decyzja okazała się rzeczywiście dobra. Dobra dla Azy i dobra dla innych psów.

Miałam pełne przekonanie, że postępuję właściwie. Nie miałam za to doświadczenia w tej materii. Nie mogłam też porozmawiać z nikim, kto swojego psa wysterylizował, bo zwyczajnie nikogo takiego nie znałam. Udało się - Aza nigdy nie miała problemów z nadwagą.

Pierwszym wolno żyjącym kotem, którego wysterylizowałam, była Czarna.

Kiedy w 2001 roku zaczęłam dokarmiać koty na swoim podwórku, szybko zrozumiałam, że jeśli chcę poprawić ich los, muszę je nie tylko karmić i leczyć, ale też wysterylizować.

Czarna była najdziksza z dzikich.

Kilka miesięcy pracowałam nad jej zaufaniem. Spędzałam z nią dużo czasu. Nie miałam klatki-łapki i nie było miejsca, z którego mogłabym ją pożyczyć. Aż się nie chce wierzyć, ale 16 lat temu sytuacja wolno żyjących kotów była zupełnie, zupełnie inna, niż obecnie.

Był 2002 rok. Za zabieg zapłaciłam ze studenckiego stypendium naukowego, to były naprawdę dobrze wydane pieniądze.

Czarną ostatecznie złapałam do transporterka. Uczyłam ją wiele tygodni wchodzenia do niego i pewnego dnia po prostu zamknęłam za nią drzwiczki. Okazało się, że przed zabiegiem sterylizacji Czarna wymaga jeszcze leczenia. Wszystko się powiodło.

Wkrótce później miałam już plan: wysterylizować każdego kota, który stanie mi na drodze.

Wokół mnie było wielu przyjaciół. Mogłam liczyć na ich wsparcie, także finansowe. W krótkim czasie złapałam i wysterylizowałam 30 kotów ze szpitala miejskiego w Bytomiu. A potem się rozkręciłam na dobre. Ale to już inna historia.

Sterylizacja wciąga! Sensowność działania: 100%. Efektywność działania: 100%. Dodatkowe bonusy: 100 punktów do satysfakcji.

Magdalena Nykiel